// Opowiadania / Nie ma zbrodni bez kary - Prometeusz

Opowiadania

relacje damsko-męskie, Prometeusz
Nie ma zbrodni bez kary - Prometeusz

Zastanawiasz się, kim jesteś. To na pozór nieskomplikowane pytanie nie pozwala ci spać, jeść, istnieć. Wszystko do tej chwili wydawało się bardzo proste i bardzo porządnie poukładane. Każdy twój ruch był pewny jak ręka chirurga. Każda twoja myśl czysta jak pierwsza łza… Wszystko to trwało do tej jednej CHWILI. Teraz, w środku nocy, skręca cię w środku. Twoja dusza rozciąga się do niemożliwych form, aby jakoś dostosować się do tego, co się stało. Nie, to złe słowo. Do tego, co zrobiłeś. Twoja prawdziwa, niematerialna w żaden sposób istota, gimnastykuje się i wygina irracjonalnie wręcz, aby chociaż odrobinę dostosować się do twojej fizyczności. Aby chociaż w procentowej części wytłumaczyć to, do czego doszło. Do czego dopuściłeś. Bardzo długo nie zaznasz spokoju, ogrom pogmatwanych myśli przeleje się przez twoją głowę, zanim odpoczniesz. Wiele rzeczy będziesz musiał zrobić, aby osiągnąć względny tylko spokój. Zdajesz sobie sprawę z tego, jak wielki wysiłek cię czeka. Jak bardzo za to odpokutujesz. Jesteś Prometeuszem, któremu nie sęp, ale sumienie przez wszystkie wieki wyżera już nie tylko wątrobę, ale wszystko, co w sobie masz. Wszystko, co sobą reprezentujesz. Kara karze nierówna. On cierpi za przyniesienie ognia, Ty wijesz się z bólu za to, że ugasiłeś starannie, również przez Ciebie rozpalony i długo podtrzymywany, ogień…

Jednym nierozważnym, głupim posunięciem zniszczyłeś wasz wszechświat. Zgasło słońce, zniknął księżyc… Wszystko przez to, że zachwyciłeś się przez ułamek sekundy sztucznym i bezwartościowym hologramem czegoś, co przez chwilę wydało ci się doskonalsze. I na każdy sposób lepsze. Jeszcze żeby na tym zachwycie się skończyło! Ochłonąłbyś i wszystko byłoby w porządku… Nie, ty postanowiłeś brnąc w ten urojony świat, w tą wyimaginowaną rzeczywistość. Odbicie w krzywym zwierciadle. Stopniowo gasiłeś… Płomień po płomieniu gasła iskra za iskrą. W końcu została tylko kupa popiołu, którą kiedyś nazywałeś swoim światem. Nic więcej… Co z ta garścią prochu zrobisz? Wysypiesz nad jakimś oceanem? Zmówisz pierwszą lepszą, z pewnością nie do końca na miejscu, modlitwę?… I co dalej? Co z NIĄ. Co ona ma zrobić z pyłem, szaro stalowym pyłem, który pozostał po waszym związku, a który w tej chwili unosi się w promieniach słońca wpadających do kiedyś waszego domu? Co ma z nim zrobić? Wszystko stało się popielniczką, wszystko przykryte zostało bardzo smutnym kocem…

Wspomnienia, wspólne noce… Wszystko popielate, spopielone… Co z tym zrobisz? Możesz próbować. Możesz starać się odegnać tego sępa, który bez przerwy dziobie cię w bok. Możesz, jeśli ONA ci pozwoli. Jeśli się zgodzi, aby ten popiół wykorzystać. Zrobić z niego nawóz dla kolejnej pięknej rośliny: żywego, niezwykle długo odradzającego się organizmu. Swoistego dębu, który rosnąc powoli, staje się coraz silniejszy, odporny na czynniki zewnętrzne, coraz twardszy. Jeśli ONA się zgodzi… Jeśli wybaczy. Tym popiołem będziecie wzmacniać wasze drzewo, które zostało tak brutalnie złamane. Złamane i okaleczone przez ciebie… Jeśli ci pozwoli… Z każdym nowym słojem waszego nowego drzewa będziesz doklejał kolejny fragment tej kruchej, ale jakże drogiej ceramiki. Najcenniejszej, najwspanialszej mozaiki, jaką tylko kochający się ludzie potrafią stworzyć… To wybitne dzieło ma swoją nazwę… Nazywa się ZAUFANIEM…

BN

Lubisz ten materiał? Podziel się nim ze znajomymi:

Podobne artykuły

Odwiedź nas na Facebooku