// Ona / Miała dość udawania, że jest kimś innym

Ona

ona, życie, planowanie życia, wyzwania, Fot. Fotolia
Miała dość udawania, że jest kimś innym

Wszystko na jej wątłych barkach. I to udawanie kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie. Mając 32 lata zdała sobie sprawę, że właściwie nic nie musi. Jest kim jest i to jest stała w jej życiu. Ona to zrozumiała, ale nie potrafiła tego zaakceptować jej dusza i otaczający ją świat.

Jakże zmęczona była już tym, czym próbowała być przez wszystkie lata swojego życia. Miała dość słuchania, co świat miał jej do powiedzenia. Zrozumiała, że to jej życie i ona wie lepiej. Nikt nie będzie jej układał życia i jego kolejnych rozdziałów. Plan należy do niej – ona jest architektką swojego życia. 

Świat domagał się jej uwagi. A ona miała dość jego hałasów. Rozkoszowała się cichym szeptem swojej duszy. To był najpiękniejszy głos – niedawno zresztą odkryty. Miała dość zadawania sobie miliona pytań, czy dobrze postępuje zbaczając z drogi, którą kroczy znakomita większość, chociażby jej znajomych.

Miała dość wyścigu korporacyjnych szczurów, ciągłego pośpiechu, coraz to nowych celów, zostawiania słabych za sobą, gonienia tych lepszych od siebie. Miała dość cholernej klatki, którą próbowano zrobić z jej świata i jeszcze jej wmówić, że jest lepsza od innych i inni takiego właśnie życia jej zazdroszczą. Przejrzała na oczy i pośród tysięcy ścieżek, którymi kroczyli inni ludzie – zobaczyła swoją. Od tego momentu wiedziała, że właśnie nią chce zmierzać.

Miała dość znajomych, którzy obserwowali ją bacznie i nie rozumieli, że ona była stworzona, aby pływać w przepastnych głębinach życia, a nie siedzieć w strefie komfortu na brzegu. Tam by przecież umarła. To nie było dla neij.

Miała dość podejmowanych prób uszczęśliwiania wszystkich. Już wiedziała, że się nie da. Nigdy nie sprawi, aby wszyscy byli zadowoleni. Ale za to łatwo spowodować, aby cię znienawidzili – to łatwiejsze zadanie. Tylko, czy to naprawdę jest takie ważne, co myślą o nas inni? Teraz już wiedziała, że nie. Ważne  jest, co ona czuje, co jej w duszy gra. Ważne jest, aby nigdy nie wątpiła w to, że obrała w życiu właściwą drogę. To przecież droga wskazana przez jej serce, a ono się nigdy nie myli.

Miała dość analizowania scenariuszy przed podjęciem decyzji. Rozpisywania na kartkach za i przeciw każdego rozwiązania, aby się tylko nie pomylić, aby nie popełnić jakiegoś życiowego błędu. Życie to nie jest analiza SWOT. Trzeba się poddać jego rytmowi, zaufać temu, co dla nas przygotowało. Odkrywać jak dziecko codzienny nieskażony cud niespodzianki.

Zmęczyła ją codzienna walka z samą sobą. Milion podejmowanych prób, aby się zmienić i być jakąś postacią, którą zamarzyło się jej zostać. . Zrozumiała, że już bycie sobą jest wystarczającym wyzwaniem, któremu teraz postanowiła sprostać. 

Miała dość ciągłego dopasowywania się do innych. Dążenia, aby za wszelką cenę wypaść jak najlepiej. Robić nie to, na co miała ochotę, a to czego oczekiwali od niej inni. Cena, którą płaciła za-nie-bycie sobą była stanowczo za wysoka. Poza tym zdradzała swoje ideały, którymi żyła od dawna. A jej dusza? Dusza była poraniona. Zmęczona ciągłym popełnianiem tego samego błędu: obdarzaniem zaufaniem ludzi, którzy nie byli tego zaufania warci. Zrozumiała, że jest tylko jedna osoba , której powinna bezgranicznie zaufać. Ona sama!

Miała dość bycia ciągle zmęczoną. W końcu zrozumiała, że ciało odmawiało jej posłuszeństwa, kiedy zajmowała się robieniem rzeczy, które były wbrew niej, które nie sprawiały jej radości i nie stanowiły pożywienia dla jej umęczonej duszy. Ciągle chciała mieć wszystko pod kontrolą, dokładnie zaplanowane, zanim jeszcze cokolwiek zaczęła. Życia nie da się zaplanować. Pełne jest niespodzianek, nieoczekiwanych zwrotów i braku spełnienia. Teraz już wiedziała, że z perspektywy czasu to, co nam nie wychodzi jest misternym planem przygotowanym dla nas gdzieś we wszechświecie. Dopiero po jakimś czasie jesteśmy w stanie ocenić, czy to co nam się przydarzyło wyszło nam na dobre.

Miała dość czekania na to, aby wszyscy ją zrozumieli. Wiedziała, że jest jedyną osobą, która spędzi z nią całe życie, wiec musi zrozumieć sama siebie.

Miała dość poszukiwania miłości. W końcu zrozumiała, że aby pokochać kogoś, najpierw musi pokochać sama siebie, Zaakceptować jaka jest. To dopiero pozwoli jej odnaleźć miłość w drugim człowieku.

Miałą dość ciągłych prób zmiany siebie. Braku akceptacji swojego ciała. Ciągłej walki ze zbędnymi kilogramami, nieubłaganą grawitacją. Porównywania siebie do wyretuszowanych modelek z reklam telewizyjnych i gazet. W końcu zrozumiała, że jej ciało, to jej ziemska powłoka, w której się tu w jakimś celu pojawiła. To coś, co wyróżnia ją z tłumu, czego nie można wymienić lub zwrócić. To ciało trzeba pokochać i zaakceptować.  Zrozumiała, że w każdym calu jest wyjątkowa. Piękna i niepowtarzalna. Nie, jej nie można pomylić z kimś innym na ulicy. Drugiej takiej nie ma.

 

Miała dość ciągłego poszukiwania swojego miejsca na ziemi. Kiedyś bała się, że może nigdy nie nadejdzie moment, że poczuje się gdzieś jak w domu. Teraz odkryła, że jej dom jest tam, gdzie jej serce i dusza.

Miała dość przemilczania rzeczy ważnych, bo tak wypada i „co by inni powiedzieli”. Miała dość tej maski, jaką nakładała wraz z makijażem każdego dnia. Miała dość bycia wzorową córką, koleżanką i pracownicą.

Miała dość bycia wykorzystywaną przez innych, którzy brali życie na skróty poprzez korzystanie z jej osiągnięć. Pomyślała, że może podzielić się z nimi doświadczeniem, ale każdy pracę domową musi wykonać sam.

Była zmęczona ciągłym myśleniem, że jeszcze ma tyle do nauczenia się, że jest ciągle niewystarczająco dobra. Nareszcie dotarło do niej, że wie tak wiele, musi tylko w końcu zacząć słuchać.

Była zmęczona próbami zmiany innych, dążenia do tego, aby spojrzeli na rzeczy jej oczami. Zrozumiała, że ludzi nie można nastawić, aby świat odbierali w określony sposób. Mają rozum i wolną wolę, więc sami muszą podejmować decyzje, jak chcą spojrzeć na świat

Miała dość ciągłego krytykowania siebie. Za to, że jest niewystarczająco dobra,  że musi dążyć do doskonałości. Bzdura! Zrozumiała, że w każdym czasie jest inną i najlepszą wersją samej siebie. To, co jest teraz przygotowuje ja na to, co wydarzy się w przyszłości. Związek przyczynowo-skutkowy.  Więc nie ma sensu żyć tylko w czasie przyszłym, bądź wspomnieniami. Zrozumiała, że życie trzeba czerpać garściami. Żyć tu i teraz…

Była zmęczona ciągłymi wyrzutami sumienia, że coś zrobiła źle, przeoczyła, albo spieprzyła. I te wyrzuty sumienia, że przecież mogła wszystko przewidzieć, Bzdura! Gdyby wiedziała, postąpiłaby inaczej. To, co dotychczas to doświadczanie życia. Kroczenie jego meandrami i napotkanie się na różne niespodzianki. Życie jest właśnie takie, że puszcza nas na nieznane lądy i im kto mocniejszy, tym więcej wrażeń otrzymuje w darze od losu. Ponoć każdy otrzymuje tyle, ile jest w stanie udźwignąć.

Po raz pierwszy w życiu była z siebie dumna, bo przynajmniej nie stchórzyła. Zebrała w sobie siły, aby próbować świata, zakosztować wszystkich jego smaków. I co z tego, że nie wyszło tak jak chciała? Przecież gdyby nie spróbowała żałowałaby, że się nie odważyła, że stchórzyła otaczając się kokonem wygodnictwa i konformizmu. Ona przynajmniej spróbowała!

Miała dość udawania kogoś, kim nigdy nie była i nie będzie. Zrozumiała, że w życiu trzeba się cieszyć tym, co jest nam dane. Każdą najmniejszą chwilą, drobnostkami. Tym, że się  jest, że można odkrywać cudowności świata dzień po dniu. Zrozumiała, że warto jest być sobą i ciągle poznawać siebie. I nie jest ważne, co inni o nas powiedzą. Przecież to nasze życie.

Miała dość bycia kimś, kim nie jest. Zrozumiała, że sensem życia jest bycie uczciwą, szczerą i szczęśliwą, Trzeba rozkoszować się każdym dniem jak prezentem od świata, który nie każdy otrzymuje. Pamiętanie o tym, że nasze szczęście nie zależy od innych, a wyłącznie od nas. I nigdy przenigdy nie należy uzależniać swojego życia od drugiej osoby, bo gdy ona odejdzie to co wtedy? Życie nam się skończy? Ona to już wszystko wie. A TY???

MB 

Lubisz ten materiał? Podziel się nim ze znajomymi:

Podobne artykuły

Odwiedź nas na Facebooku